Daria (II)

Daria (II)

Daria stała przed ołtarzem obok Janusza, słuchając księdza. Nieopodal stał Tomasz, uśmiechając się ukradkiem. W dłoniach trzymał poduszeczkę z obrączkami. Po wypowiedzeniu sakramentalnego „Tak” podszedł do nas, pozwalając nam na włożenie obrączek na palce. Wydęłam usta do delikatnego pocałunku, marząc aby zetknęły się z nimi usta Tomasza. Zamiast nich jednak, poczułam twarde wąsy i wpijający się szturmem język małżonka.

Obleśny pocałunek trwał kilka sekund, skonsternowany ksiądz przyglądał się działaniom Janusza, przypominającym bardziej pożywianie się kałamarnicy niż pocałunek. W końcu mogłam zaczerpnąć powietrza. Uśmiechnęłam się z wysiłkiem, powstrzymując siłą woli zbierające się wymioty na myśl o tym że spędzę z tym staruchem resztę życia, po czym odprowadzani wiwatami i oklaskami gości, udaliśmy się w kierunku limuzyny.

***

Droga do lokalu wynajętego na wesele miała zając prawie godzinę. Janusz pomógł mi wejść do limuzyny. Przytrzymując suknię, usadowiłam się na tylnej kanapie, Janusz zajął miejsce obok. Wpatrywał się we mnie jak zahipnotyzowany, ja zaś starałam się unikać jego spojrzenia – czułam irracjonalny strach przed tym że wyczyta w moich oczach co zrobiłam godzinę wcześniej w konfesjonale.

Czułam się wtedy jak zwykła dziwka. W dniu ślubu dałam wyruchać się drużbie w tyłek i obciągnęłam szwagrowi. „Co się ze mną dzieje?” – zganiłam się w myślach. Rodzice przez całe życie starali się wychować mnie na przykładną, posłuszną i uległą kobietę, zahukaną panią domu która zrobi wszystko dla wybranka swego serca… a raczej dla wybranka ojcowskiego portfela.

Okazało się jednak że wystarczyło kilka miłych słówek z ust jakiegoś przystojniaka abym puściła się jak jakaś siksa w klubie. Ciepło wyparowało już z mojego tyłka, lepkie krople spermy kleiły się do sukni i ud. Martwiłam się co będzie jeśli Janusz zobaczy te ślady grzechu na moim ciele. Na razie jednak interesowało go coś innego. Sięgnął do niewielkiej lodówki zamontowanej pod siedzeniem i wyjął stamtąd dwie szklanki oraz butelkę Whisky.

– Pijesz? – spytał, nalewając sobie obfitą porcję.
– Tak, poproszę. – odparłam. Nigdy jeszcze nie piłam tego alkoholu, jakoś nie ciągnęło mnie do jego spróbowania, musiałam jednak zrobić coś by się rozluźnić. Obserwowałam jak Janusz rozlewa bursztynowy trunek do szklanek.
– Usiądź obok mnie, kochanie. – wyszeptał. Spełniłam jego prośbę, przyjmując od niego szklankę i pociągając z niej szybki łyk. Poczułam jego dłoń na udzie. Zaczęłam dostrzegać w nim kogoś poza starym, obrzydliwym zboczeńcem. Uścisk jego dłoni nie był mocny, wręcz przeciwnie. Był delikatny i ciepły. Pociągnęłam kolejny łyk. Alkohol zaczynał przyjemnie rozgrzewać moje ciało.
Odruchowo zacisnęłam uda gdy poczułam że unosi moją suknię. Robił to powoli, z wyczuciem. Dziwiłam się że człowiek o którym myślałam w najgorszych kategoriach, potrafi być tak delikatny.

W końcu udało mu się wsunąć dłoń pod moją suknię. Jego skóra była ciepła i szorstka. Posuwał się powoli w górę moich ud, a ja z każdą chwilą robiłam się coraz bardziej mokra. Gdzieś w zakamarkach umysłu dogorywała enklawa oporu, krzycząca coraz ciszej o mojej niechęci do tego człowieka. Jednakże niechęć ta zniknęła w chwili gdy jego środkowy palec musnął moją łechtaczkę, wydzierając mi z ust pojedynczy, cichy jęk.

Rozłożyłam szerzej nogi, aby dać nowo poślubionemu małżonkowi lepszy dostęp do wilgotniejącej coraz bardziej z każdą chwilą cipki. Wykorzystał to skwapliwie, kładąc na niej całą dłoń. Zaczął pocierać mój srom, jednocześnie całując moją szyję. Poddałam się jego działaniom, czując obezwładniającą zmysły rozkosz, rozlewającą się od krocza na całe ciało. Soki powoli wypływały z mojej cipki, zalewając palce Janusza. Wykorzystał to aby wcisnąć do środka pierwszy ze swoich grubych, szorstkich palców. Krzyknęłam głośno. Pomimo zamkniętej szyby oddzielającej przedział pasażerski od kierowcy, ten ostatni musiał to słyszeć. Nie przejęłam się tym. Chłonęłam rozkosz jaką dawały mi palce męża. Były grube i szorstkie, całkowicie odmienne od palców Tomasza.

Już dwa palce pracowały nad moją przyjemnością, zaś język Janusza wpijał się łapczywie w moje usta. Zaczęłam odwzajemniać pocałunki, jednocześnie poruszając biodrami bez udziału woli. Jęczałam coraz głośniej, zapragnęłam oddać się mu tu i teraz, w tej limuzynie.
– Błagam skarbie, weź mnie teraz. – wyjęczałam błagalnym tonem.
Janusz spojrzał na mnie, nie przestając pracować palcami w mojej rozognionej cipce. Z każdą chwilą moje pożądanie rosło, zapragnęłam w końcu pozbyć się ciężaru, poczuć w sobie jego kutasa. Janusz jednakże miał inne plany.
– Rozłóż nogi. – powiedział. Spełniłam jego polecenie natychmiast. Zanurkował pomiędzy nimi, wpijając się językiem w moją cipkę. Rozszerzał palcami moje rozpalone płatki, masakrując językiem łechtaczkę. Odchyliłam głowę do tyłu i zaczęłam jęczeć z rozkoszy, coraz głośniej i głośniej. Jego język dawał mi niewyobrażalne ilości rozkoszy, jednakże szybko zapragnęłam czegoś więcej.
– Włóż mi go, błagam kochanie. – wyjęczałam ze łzami cisnącymi mi się do oczu z obezwładniającej rozkoszy. Zapragnęłam poczuć jego fiuta w sobie. Kręciłam biodrami, kusząc go, zachęcając do wejścia. Usłyszałam jak rozpina spodnie i rzuca je na podłogę wozu. Usiadł obok mnie, chwytając mnie za włosy. Domyślając się czego pragnie otworzyłam oczy i pochyliłam się w kierunku jego sterczącej pałki. W jednej chwili oniemiałam. Zdarzało mi się kiedyś po kryjomu oglądać porno i wiedziałam że rozmiar faceta nie jest zależny od jego ogólnego wyglądu. U Janusza spodziewałam się małego, starczego fiutka, który po trzech minutach strzeli we mnie ładunkiem spermy i opadnie.
Przed moimi oczami jednakże sterczał gruby niczym konar, lecz nieco krótki fiut. Mówiąc gruby, mam na myśli to, że nie byłam w stanie objąć go dłonią. Spojrzałam ze strachem w oczy małżonka. W tamtej chwili myślałam że jeśli mi go wsadzi to mnie rozerwie. Objęłam go obiema dłońmi po czym zaczęłam masturbować, patrząc mojemu mężczyźnie w oczy. Oblizał usta, pokazując mi czego pragnie.
Nadal utrzymując kontakt wzrokowy, zaczęłam lizać jego twardą główkę. Oplatałam językiem jego męskość, spijałam krople preejakulatu chwytając go sporadycznie w usta. Cichy jęk aprobaty zachęcił mnie do przyspieszenia tempa. Otuliłam jego potężną żołądź ustami, i zaczęłam powoli wsuwać kutasa głębiej w usta.

Było to cholernie trudne. Już w połowie zaczynałam mieć problemy z rozwarciem ust na odpowiednią szerokość. Janusz pomagał mi, dociskając moją głowę w swoim kierunku. Zakrztusiłam się gdy poczułam jego główkę uderzającą o moje podniebienie. Wycofałam się nieco, aby zaczerpnąć powietrza, po czym, rozwierając usta na maksymalną szerokość na jaką było mnie stać, powoli zanurzyłam sterczącą lancę męża w mych ustach. Szerokie, wyrżnięte na wierzch żyły ocierały się o moje usta gdy kutas zagłębiał się coraz bardziej i bardziej w moich ustach. Centymetr po centymetrze wchodził coraz głębiej, aż w końcu poczułam na podbródku jego jądra, a nosem dotknęłam podbrzusza. Zwalczyłam odruch wymiotny który pojawił się gdy jego kutas uderzył w tył mojego gardła, wzięłam głęboki wdech przez nos, po czym rozpoczęłam swoją krucjatę ku orgazmowi kochanka.

Moja głowa wznosiła się i opadała w szybkim tempie, nadziewając się na grubego niczym pień baobabu kutasa. Miałam wrażenie że za chwilę pęknie mi szczęka, jednakże nie przestawałam obrabiać pały Janusza. Samochód wypełniły dźwięki rzężenia i krztuszenia się gdy dłonie Janusza docisnęły moją głowę do jego podbrzusza. Lewą dłonią masowałam łechtaczkę, czując jak soki spływają mi leniwie po rozpalonych udach. Wbiłam spojrzenie załzawionych oczu w twarz męża. Obserwował moją pracę z żądzą płonącą w oczach.

Już miałam się zatrzymać, wyjąć jego fiuta z ust i odetchnąć choć przez chwilę, gdy poczułam żelazny uścisk jego dłoni na głowie. Docisnął mnie do swojego podbrzusza, zmuszając do otwarcia ust jeszcze szerzej. Daję słowo że usłyszałam wtedy trzask żuchwy, choć później wszystko było z nią w porządku. Przytrzymał mnie w tej pozycji przez chwilę. Z każdą sekundą po mojej twarzy spływało coraz więcej makijażu zmieszanego ze łzami.

Gdy po mojej twarzy popłynął makijaż, Janusz zaczął poruszać moją głową w górę i w dół, dążąc do własnego spełnienia. Stłumione jęki i rzężenie ponownie wypełniło kabinę pojazdu gdy walczyłam o najmniejszy choćby oddech. Janusz w tym czasie dosłownie masturbował się moimi ustami. Na samą myśl o tym jak musiałoby to wyglądać dla osób trzecich, kolejna porcja soków pociekła mi po wewnętrznej stronie ud. I ten właśnie moment wybrał mój małżonek na wystrzelenie swojego potężnego ładunku w moim gardle. Łykałam ile mogłam, choć część ładunku i tak wypłynęła wąskimi przesmykami między moimi ustami a kutasem Janusza.

Chciałam już wyjść, aby zaczerpnąć powietrza, lecz Janusz nie pozwolił na to. Pod moimi przymkniętymi oczami zobaczyłam mroczki. Zaczęłam odpychać się od podbrzusza męża w rozpaczliwej walce o powietrze. Dopiero wtedy wypuścił moją głowę z uścisku. Chwytałam oddech przez kilkanaście sekund, kaszląc i krztusząc się.

W końcu, gdy bicie mojego serca przestało wykraczać poza skale, spojrzałam załzawionymi oczami na męża. Przez chwilę ogniskowałam na nim moje spojrzenie, aż w końcu zaczęłam widzieć go wyraźniej.
– Kocham Cię. – wyszeptałam. I nie kłamałam. Gdzieś tam, w głębi serca, zaczęło kiełkować uczucie, wyzwolone przez rozkosz jaką mi zapewnił. – Chcę abyś mnie zerżnął, Janusz.
– Jeszcze nie teraz, słodziutka. – odparł. – Noc poślubna jeszcze przed nami, ale najpierw – zawiesił głos, po czym dłonią roztarł resztki makijażu, łez, śliny i spermy po mojej czerwonej z emocji twarzy. – doprowadź się do porządku. – zakończył z uśmiechem, podając mi ręcznik papierowy i butelkę wody z lodówki.
– Dobrze kochanie. – odpowiedziałam.

***

Gdy dojechaliśmy na miejsce nadal miałam mokro w majtkach. Weszliśmy na salę bankietową, witani przez korowód gości. Nie będę was zanudzać szczegółowym opisem wesela. Wyglądało jak każde inne. Janusz poprowadził mnie do pierwszego tańca, odebraliśmy prezenty, zabawa dobrze się rozkręcała.

W pewnym momencie, gdy Janusz był zajęty rozmową z przyjaciółmi, na jego miejscu obok mnie usiadł Tomasz.
– Gratuluję młodej parze. – szepnął z szelmowskim uśmiechem, błąkającym się na ustach.
Dzięki. – odparłam chłodno, zaciskając mimowolnie uda, bynajmniej nie ze strachu. Nie chciałam z nim rozmawiać, nie mogłam jednak poradzić nic na to, że na wspomnienie naszej porannej zabawy, robiło mi się mokro pomiędzy nogami. – Czego chcesz? – dodałam po chwili, upijając nieco drinka.
– Widzisz, razem z braćmi nie daliśmy wam jeszcze prezentu. Jest nieco… przyduży i niestosowny, stąd nie mogliśmy go przynieść na salę.
– Jeśli masz na myśli swojego fiuta to dzięki, ale spasuję. – odparłam. Po raz kolejny upiłam łyk wódki z sokiem pomarańczowym. „Dziwne, nie przypominam sobie aby wcześniej musował” – pomyślałam.
– Skądże znowu, skarbie. – odpowiedział Tomasz, pod stołem kładąc rękę na moim udzie. – Zależy mi tylko na waszym szczęściu. To co mam zamiar Ci dać, z pewnością poprawi wasze stosunki… Jeśli wiesz co mam na myśli. – dodał z uśmiechem.
– Ty cholerny zboczeńcu. – odparłam, rumieniąc się. Kręciło mi się w głowie. To pewnie od tego alkoholu. Ręka Tomasza spoczywała teraz na moim kroczu. – Tomek, przestań proszę. – jęknęłam, nie mogąc się nadziwić temu, że tył mojej sukienki powoli robił się mokry od soków. Dlaczego jestem taka podniecona?
– Nie wyglądasz najlepiej. – Zauważył Tomek. Przyłożył dłoń do mego czoła. – Jezu, dziewczyno, jesteś cała rozpalona. – „Chyba napalona” – pomyślałam. Znów przed oczyma stanął mi jego wielki fiut, penetrujący moje usta. Po chwili mignął mi żylasty kutas Marka, gwałcący moje gardło w konfesjonale, i pal Janusza, rozrywający mi szczękę w samochodzie.
– Muszę się położyć. – powiedziałam.
– Choć ze mną, pomogę Ci. – zaoferował się Tomasz.
– Nie dzięki, dojdę sama. – odparłam, po czym wstałam od stołu. Niemal natychmiast usiadłam z powrotem. Kilku gości, w tym Janusz, spojrzało w moją stronę.
– Spokojnie, panna młoda jest nieco zmęczona. – wytłumaczył Tomek, chwytając mnie w pasie i zarzucając sobie moje ramię na kark. – Chodź, musisz się położyć.
Przytaknęłam skinięciem głowy, czując że odpływam.

Pamiętam tylko że Tomek wniósł mnie po schodach do mieszczącego się nad salą bankietową hotelu. Widziałam otwierane drzwi, o dziwo, nie te prowadzące do mojego pokoju, a te naprzeciwko – drzwi do pokoju Tomka.
– Tomek, nie te drzwi. – wyszeptałam sennym głosem.
– Spokojnie Dario. – usłyszałam. – To jest właśnie mój prezent. – Po tych słowach otworzył drzwi, i nieco zbyt brutalnie, wepchnął mnie do środka.
Wewnątrz było tylko łóżko, mała szafka nocna, dwa fotele… a w nich Marek i Robert, kolejny brat Tomasza… nadzy. Ich pały sterczały sztywno, gdy wpatrywali się we mnie lubieżnym wzrokiem.

– Tomek, co to ma… – zaczęłam, lecz nie zdołałam dokończyć, ponieważ Tomasz zamknął drzwi na elektroniczny zamek i pchnął mnie na łóżko. Upadłam na nie plecami, mimowolnie rozkładając nogi. Poły sukni zsunęły mi się nad kolana, przez co Tomasz miał doskonały widok na moją ociekającą sokami cipkę.
– Widzisz maleńka, razem z braćmi wątpimy, czy Janusz będzie w stanie Cię zaspokoić. I Czy ty będziesz w stanie zaspokoić naszego przyrodniego braciszka. – dodał z uśmiechem. – Dlatego zdecydowaliśmy się na sprawdzenie twoich… kwalifikacji.
– A co jeśli się na to nie zgadzam? – spytałam. Ogarniała mnie coraz większa panika… i podniecenie. Do mojego umysłu szturmem wdarł się obraz trzech braci, rżnących mnie jak zwykłą dziwkę swoimi sztywnymi drągami. Wpychali je w mój obolały i zaczerwieniony tyłek, rozrywali nimi moją rozwartą szczękę, przywłaszczali po kolei moją ociekającą sokami niczym wodospad Niagara cipkę.

Wszystkie te obrazy sprawiły, że rozłożyłam szerzej nogi, chwytając je pod kolanami i spojrzałam na Tomasza. Nie byłam jeszcze całkowicie pewna tego co robię, nie wiedziałam na co się piszę, lecz moje ciało wyło z tęsknoty za zaznanym, jak na razie, tylko raz w życiu fiutem.
– Jestem twoja. – wyjęczałam, skrajnie podniecona. Tomek nie potrzebował większej zachęty. Podszedł do mnie, upadł na kolana, i zatopił swoją twarz w mojej płonącej kobiecości.
Jego ślina momentalnie pokryła cipkę, i zaczęła spływać do kakaowego oczka, pieszczonego palcem kochanka. Wystarczyła chwila takich pieszczot bym poczuła się jak w niebie.
Przyciskałam głowę Tomka do rozpalonego krocza. Jego gorący język wwiercał się we mnie, doprowadzając do apopleksji. Chciałam poczuć go w sobie.

Już miałam mu o tym powiedzieć gdy Marek i Robert przypomnieli mi o swojej obecności, klękając przy mojej głowie i wkładając w moje dłonie swoje sterczące członki.
– Ssij go skarbie. – wycedził Robert. Spełniłam jego prośbę natychmiast, otulając jego pulsującą główkę ustami. Jego głośny jęk powiedział mi wszystko, co chciałam wiedzieć. Zaczęłam metodycznie nabijać swoje gardło na jego sterczącą pałę. Czując jego szeroką główkę, drażniącą podniebienie, chwyciłam mocniej fujarę Marka, masturbując go w szybkim tempie.

Czując zbliżający się orgazm wypuściłam włócznię Roberta z ust, po czym spojrzałam na Tomka.
– Błagam Tomuś, weź mnie, weź mnie jak szmatę. – wyjęczałam błagalnym tonem. Zdawałam sobie sprawę z tego, iż moje podniecenie jest częściowo wywołane przez dosypany do mojego drinka specyfik, lecz penetracja była mi teraz niezbędna do życia. Czas na moralniaka przyjdzie później.

Podziwiałam umięśnione ciało kochanka, robiącego sobie miejsce pomiędzy moimi nogami. Klęknął, przystawiając kutasa do mojego odbytu, po czym patrząc mi głęboko w oczy, pchnął mocno.
Krzyknęłam zaskoczona. Jednym pchnięciem wbił się do połowy w moją wilgotną od moich soków i jego śliny dupcię, doprowadzając mnie tym na szczyt.
– Taaaak, błagam, Tomuś, rżnij mnie. – wyjęczałam, dochodząc w amoku, po czym chwyciłam w usta podstawioną pałkę Marka. Ssałam jego twardą żołądź jak najlepszego lizaka, wpychałam jego przepysznego kutasa w swoje gardło, dławiąc się nim. Łzy wypływały obficie z moich oczu, mieszając się z makijażem.

Poczułam łapczywe dłonie Roberta na piersiach, okrytych jeszcze suknią. Szybko wydobył je z ukrycia, doprowadzając mnie do szaleństwa szczypaniem i lizaniem sutków.
Miałam wrażenie, że oszaleję. Kutasy w moim tyłku i ustach doprowadzały mnie na skraj świadomości, zaś język Roberta na moich sutkach sprawiał że miałam ochotę wyć z rozkoszy.

Tomasz tymczasem rżnął mnie w najlepsze. Nie przejmował się już czy ktoś może nas usłyszeć – na dole było wystarczająco głośno dzięki muzyce i śpiewom. Pieprzył moją obolałą dupę dając mi orgazm za orgazmem. Straciłam poczucie czasu.
Bracia zmieniali się co chwilę. Raz w moim tyłku pracował Tomek, a gdy spojrzałam ponownie w tamtym kierunku, do orgazmu prowadził mnie Marek lub Robert. Czułam na ich twardych jak stal kutasach swój smak gdy pakowali mi się po kolei do ust. Z początku czułam niesmak przed seksem oralnym tuż po tym jak wyszli z mojej dupci, lecz podniecenie szybko zalało wątpliwości falami kolejnych orgazmów towarzyszących bezwstydnej penetracji.

Właśnie podążałam językiem wzdłuż szlaku, wyznaczanego przez wyrżniętą na wierzch żyłę Tomka, gdy usłyszałam jego szept:
– Dosiądź mnie skarbie.
– Ale… – ostatki świadomości walczyły o wypłynięcie na powierzchnię, przypominając mi do kogo powinna należeć moja cipka. Już miałam powiedzieć „Nie”, gdy Robert doszedł z głośnym jękiem, zalewając mój tyłek swoją gorącą spermą i wbijając się weń po same kule. To przeważyło szalę.
Doszłam po raz kolejny, prawie tracąc świadomość. Poczułam jak Tomek pomaga mi wstać.

Położył się obok, obserwując mnie wyczekująco. Z pomocą Marka usiadłam na Tomku okrakiem nakierowując jego sterczącą pałę na wejście do mojej cipki.
– Błagam Tomek, tylko delikatnie. – wyjęczałam na wpół omdlała. Poczułam jego gorącą, pulsującą żołądź na wejściu do cipki. Opadłam na nią delikatnie, wpuszczając Tomasza do mojej rozpalonej norki. Spodziewałam się fali obezwładniającego bólu. Myliłam się jednak.
Ból był, owszem, jednakże schował się gdzieś w głębi, za rozkosznym uczuciem wypełnienia. Jęczałam głośno, wpuszczając Tomka coraz głębiej i głębiej, aż w końcu poczułam jego mokre od śliny i soków jądra na swoich pośladkach. Ułożył dłonie na moich biodrach, ściskając je mocno, po czym zaczął nabijać mnie na swoją sterczącą lancę.

Jęczałam wniebogłosy, czując jego wypełniającą mnie perfekcyjnie pałę. Wbiłam paznokcie w jego klatkę piersiową, błagając by nie przestawał. Łzy wdzięczności i rozkoszy płynęły po mojej twarzy gdy ujeżdżałam tego młodego boga. Wtedy właśnie poczułam że za mną sadowi się Marek. Przystawił swojego kutasa do wymaltretowanej i zalanej spermą brata dupci, po czym wszedł we mnie płynnie, jednym pchnięciem.

Krzyknęłam głośno. Robert stanął przede mną, podstawiając mi do ssania swojego wypompowanego wcześniej kutasa. Wzięłam go łapczywie w usta, chłonąc całym ciałem rozkosz tej potrójnej penetracji. Marek szarżował w moim tyłku po upragniony wytrysk, ocierając się, za pośrednictwem moich mięśni, o kutasa Tomka. Z kolei zakrzywiony nieco w górę fiut Tomasza ocierał się raz za razem o mój punkt G, sprawiając że przy świadomości trzymały mnie jedynie myśli o upragnionych orgazmach moich oraz moich kochanków.

Rozkoszna, podwójna penetracja wyciągała mnie na szczyty rozkoszy. Odchodziłam od zmysłów, kontemplując penetrujące mnie, pulsujące, twarde jak stal drągi. Tomasz i Marek jęczeli z rozkoszy, odczuwając doskonale każdy skurcz moich mięśni na swoich członkach. Starałam się nie zaniedbywać penetrującego moje usta Roberta, choć było to trudne. Masowałam jego twardego ponownie fiuta ustami, kręciłam piruety językiem, patrzyłam prowokująco w jego oczy.
Wszystko to tworzyło dobrze naoliwioną maszynę rozkoszy, która powoli dochodziła do finału swojej pracy.

Pierwszy doszedł Marek. W pewnym momencie poczułam że przyspieszył tempo w jakim mnie penetrował. Wbijał się w mój obolały tyłek po same jądra, wyrywając kolejne, stłumione przez Roberta, jęki rozkoszy. Po kolejnym uderzeniu poczułam gorącą ciecz, wpompowywaną do mojej dupci.
Kutas Roberta wyrwał się z moich ust, gdy doszłam równocześnie z Markiem. Gorąca sperma Marka mieszała się z zastygłą już nieco cieczą Roberta, gdy ten wytrysnął obfitym strumieniem swoje leka na moją twarz. Strugi nasienia trafiły w łuk brwiowy, na włosy oraz, ku mojemu utrapieniu, do dziurki w nosie.

Zakrztusiłam się, próbując pozbyć się ostrego w zapachu ładunku Roberta z moich nozdrzy. Wstrząsy mojego ciała towarzyszące temu, sprawiły że Tomasz rozładował napięcie w mojej płonącej pochwie. Sperma braci wypełniała każdy otwór mojego ciała.
Drżałam z rozkoszy, zaś Tomasz pompował we mnie niekończące się, wydawać by się mogło, ilości spermy. Zalewał moją cipkę falami rozkoszy, gdy Ja drżącymi palcami zbierałam z twarzy i włosów, po czym ładowałam do ust nasienie Roberta.

– Kurwa, maleńka, jesteś świetna. – wyjęczał Robert.
– Dziękuję chłopcy. – wyszeptałam. – Muszę się umyć. – dodałam, po czym roześmiałam się. Było mi niesamowicie błogo. Gorąca sperma rozgrzewała moje dziurki, zaś ciepło ciał otaczających mnie mężczyzn przyjemnie kołysało mnie do snu.

***

Nie pamiętałam zbyt dokładnie tego, co działo się później.
W przebłyskach świadomości czułam dłonie mężczyzn, obmywające mnie przy pomocy gorącej wody z nasienia i potu. Czułam jak ubierali mnie z powrotem w suknię.
Tomek odniósł mnie do pokoju mojego i Janusza. Zasnęłam natychmiast, zanurzając się w aksamitnej pościeli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *