Chce cie

Chce cie

Wszedl do jej domku nie pukajac. Przynioslem pani zgube, prawie wyszeptal. Zgube? Tak, wczoraj gdy odwozilem pania z mezem na pociag – calowaliscie sie namietnie i widocznie tak jakos wyszlo…
Zmieszala sie, wziela od niego czarne majteczki. Byly pomiete i pachnialy kobiecym podnieceniem – sprawdzil to.
– czy oczekuje pan na nagrode pocieszenia? na znalezne?
– tak, potwierdzil z usmiechem.
Cofnela sie i zamknela drzwi na klucz. Zrozumial.
– podobales mi sie od pierwszego dnia wczysow, wyszeptala miekko
– ty mnie tez…
– to sie dobrze sklada…
– tak, prawda…
Usiadla na brzegu lozka.
Objal ja ponizej linii bioder. Pachniala szamponem, widocznie co dopiero wziela kapiel. Wsunal bez wahania dlon pomiedzy jej koilana. Poczul cieplo w kroku. Zacisnal zeby.
– chce cie! wyszeptal…
– bierz, odpowiedziala.

Rozpial jej bluzeczke. Sciagnal przez glowe. Staniczek byl cienki, przezroczysty. Sutki rysowaly sie nabrzmialoscia, przeciagnal po nich jezykiem, jeknela.
Zerwal bluzeczke jednym ruchem, powedrowal dlonia pod spodniczke – goraco. Odpial pasek, wstala, sciagnal z niej najpierw ciasna spodniczke, potem rajstopy, wreszcie majteczki. Plynela.
Wsadzil jej tak gleboko jak tylko mogl.Rznal powoli i dokladnie. Jeczala. Braklo jej oddechu. Zwolnil, po czym znowu przyspieszyl. Calowala go tak zachlannie, ze czul jej sline na calej twarzy. Dorznal kilkoma ruchami do rozkoszy. Czula to, zgrala sie z nim. Nogi miala tak rozszerzone, ze grozilo to rozerwaniem. Pachniala jak najcudowniejsza samica, wszystkimi kobiecymi sokami.
Jej coreczka stanela nagle tuz przy lozku. Mamusiu, co on ci robi?
Nic coreczko, idz do lozka i nie patrz na nas, on mnie tylko masuje.
Ale gdy tatus cie tak masuje, to mniej krzyczysz?…
Coreczko, prosze Cie, idz do lozka, nie patrz na nas….
A dlaczego on tak strasznie wbija sie w ciebie, mamusiu?
Bo ja tak chce, coreczko, prosze cie, nie patrz na nas – wyszeptala urywanym glosem.
Mala wrocila do lozka. Bylo slychac tylko rytmiczne ruchy meskiego ciala, prawie klaskanie podbrzusza mezczyzny o dol brzucha kobiety, zdyszany oddech jego i jej rytmiczne jeki. Rzniecie, walenie w najbrutalniejszcj postaci, bez delikatnosci, bez czulosci, tylko dobieranie sie do jej najdelikatniejszego wnetrza. Tego wnetrza nie potrafila obronic. Jego potezne dlonie trzymaly ja za biodra, owlosiona muskularna piers rozgniatala doslownie jej delikatny biust, no a tam w kroku dzialo sie to co najdziksze. Poteznie nabrzmialy penis drazyl rozowa dziurke, muskularna nasada brzucha uderzala w delikatne podbrzusze kobiety, jadra wciskaly sie przy kazdym ruchu w mieciutkie cialo. Jeki mieszaly sie sie ze spazmatycznymi lkaniami. Ale ona oplatala go delikatnymi nozkami, stopkami, nie wypuszczala, prowokowala dalsze rzniecie…
Trwalo to z przerwami do switu.
Obudzili sie w mokrej, sliskiej poscieli, pachnacy potem, sperma, perfumami i szamponem – takiego zapachu kobiecego krocza nie zaznal nigdy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *