Bal Sylwestrowy

Bal Sylwestrowy

Marta była przesądna. Dlatego spędzał jej sen z powiek przesąd, że jeśli w roku w którym zaczęła 30-ty rok życia nie znajdzie chłopaka, zostanie starą panną.
Ostatnią szansą był bal sylwestrowy. Miała tam iść bez pary, ale jej koleżanka Beata obiecała, że będą tam koledzy Andrzeja, jej chłopaka i nie będzie bawić się samotnie. Jednak wszystko się posypało. Beata rozchorowała się tuż przed Sylwestrem. W takiej sytuacji Marta najchętniej by nie poszła, ale też nie uśmiechał się jej taki wieczór spędzany samotnie, w dodatku już zapłaciła za bal… Beata zadzwoniła i namawiała Martę, żeby jednak się wybrała. Na balu miał być najmłodszy z kolegów Andrzeja – Mariusz. Marta z tyłu głowy wciąż miała swój przesąd. Zastanawiała się jaki jest ten Mariusz? Ile lat może być od niej młodszy? No i jak będzie bawić się na balu z chłopakiem, którego nie widziała na oczy.
***
Mariusz od początku był niechętny do pójścia na bal. Był studentem pierwszego roku historii, chorobliwie nieśmiałym, a już zwłaszcza w relacjach z dziewczynami. Kiedy z nimi rozmawiał czerwienił się, tracił „język w gębie”. Z tego powodu nie chodził na żadne imprezy, tym samym pogłębiając swoje „nieumiejętności towarzyskie”. Jednak do pójścia na bal sylwestrowy namówił go Andrzej, towarzysz jego pasji – modelarstwa. Od niego Mariusz dowiedział się, że pozna tam atrakcyjną koleżankę Beaty – nauczycielkę historii – Martę. Bardzo był jej ciekaw, tym bardziej że mieliby wspólny temat – historię. Ale i tak bardziej nastawiał się na kolejną porażkę towarzyską – na pewno nie będzie potrafił rozmawiać, będzie się peszył, czerwienił i na bank zaliczy serię potknięć i gaf.

Mariusz wpadł na bal spóźniony, zziajany, z zaparowanymi okularami. Dlatego w ostatniej chwili zobaczył Martę siedzącą za stołem. Wiele dziewczyn wydało mu się atrakcyjnych i eleganckich, ale Marta była… zjawiskowa. Włosy blond, nieco kręcone, były szykownie ułożone, delikatne okulary na nosie, makijaż niewyzywający, ale mimo to dość wyraźny. Duże, może nawet nieco za duże usta, pomalowane fioletową szminką, rozchyliły się w szerokim uśmiechu ukazując rząd śnieżnobiałych zębów.
-Mam na imię Marta. Cieszę się, że pan jednak dotarł, bo już bałam się, że będę na tym balu sama… – Marta uśmiechała się, wyciągając do chłopca rękę. Zapachniało od niej dobrymi perfumami.
-Mariusz… Nno… Samochód mi nie odpalił…
Chłopak cieszył się, że podali żurek, bo mógł jeść i nie wymyślać, co tu można powiedzieć. Spod oka obserwował Martę, jak z gracją, powoli, unosi łyżkę do buzi. Jak rozchyla swoje pełne, wilgotne, starannie pomalowane usta. Ech! Co to za usta!
Potem jednak trzeba było kobietę jakoś zagadać, ale Mariusz czuł pustkę w głowie. Może by ją zapytać o to jak się jej pracuje w szkole? Ale wstydził się otworzyć usta. Czuł niewidzialną barierę, która nie pozwala mu wydusić z siebie nawet słowa.

***
Marta przypatrywała się z zaciekawieniem studentowi historii. Nasunęło jej się porównanie do bohaterów „Zemsty frajerów”, typowych „nerdów”. Młodzieniec niemożliwie chudy, ze staroświeckimi oprawkami okularów, niby udający pewnego siebie, lecz w gruncie rzeczy zdradzający paniczną nieśmiałość. Marta wiedziała od Beaty, że chłopak jest prymusem na uczelni i wcale nie zawdzięcza tego „kuciu” a inteligencji i oczytaniu. Od Andrzeja wiedziała, że chłopak ma nieprzeciętną pasję. Takich ludzi zawsze podziwiała.
Teraz jednak inteligencja, oczytanie i pasja do niczego mu się nie przydawała… Marta widziała jak młokos się męczy, domyślała się że chciałby coś z siebie wydusić, ale się wstydzi.
-Słyszałam, że studiuje pan historię. I to nie bez sukcesów!
Kobieta znowu szeroko się uśmiechała, jednocześnie kręcąc w placach kosmyk włosów i zakładając go za uchem.
-Nno tak… dopiero na pierwszym roku… Boże! Ależ ona jest ponętna!
Marta była zaintrygowana zdolnym studentem, ciekawiła ją jego nieporadność. Powodowało to, że czuła olbrzymią potrzebę kuszenia go… kokietowania. Tym bardziej, że według jej przesądu to był ostatni wieczór kiedy powinna zostać poderwana…
Kobieta orientowała się, że na mężczyzn działają wszelkie zabawy kobiet z włosami, wiec bawiła się nimi robiąc jakby koński ogon, a potem go rozpuszczając. Wiedziała, że podobnie działa ukazywanie zazwyczaj nieeksponowanych miejsc, jak na przykład nadgarstka. W tym celu posłużyła się bransoletką, dość dużą, w złotym kolorze, którą bawiła się, kręcąc właśnie wokół nadgarstka.
Marta nawet nie zdawała sobie sprawy jak to działa na młodego studenta. A przecież był w wieku, w którym hormony buzują…

Młodziana podniecał wygląd eleganckiej, zadbanej kobiety, jej wypielęgnowane dłonie, długie, starannie pomalowane paznokcie, w kolorze dopasowanym do szminki, również fioletowe. Zachwycał się też jej biżuterią – poza bransoletką, miała oryginalny naszyjnik i długie kolczyki. Jego popędliwy i sprośny umysł już podpowiadał mu pytanie – ciekawe jak te błyskotki podskakiwałyby, gdyby ich właścicielka była chędożona?
Na tę myśl zarumienił się.
Marta czuła się zadowolona widząc podziw, ale i podniecenie młodzieńca. Postanowiła iść za ciosem. Obdarzyła go długim, przeciągłym spojrzeniem zza rzęs i sięgnęła po broń, która zawsze działała na mężczyzn – komplementowanie ich.
– Panie Mariuszu, wiem od Beaty, że rok temu wygrał pan olimpiadę historyczną, a teraz opublikował pan artykuły w piśmie naukowym, w którym nie udało się tego zrobić doktorantom!
Młokos był wniebowzięty. Ta piękna kobieta, nie dość, że w ogóle z nim rozmawia, to jeszcze go chwali. Patrząc mu tak głęboko w oczy i uśmiechając się. W dodatku, gdy Marta to mówiła, przekrzywiała głowę na bok, jakby chciała pokazać swoją szyję. Wiedziała że w świecie przyrody taki gest, to okazanie uległości. Jednocześnie oczom chłopaka ukazało się ramiączko stanika. Nawet taki widok powodował u chłopaka przyspieszone bicie serca. Ciekawe jaki ma stanik? Czy może być koronkowy?
Mariusz musiał coś odpowiedzieć.
– No publikowałem… Chciałem odpowiedzieć tym niewydarzonym naukowcom…
– I podobno wywiązała się całkiem interesująca polemika młodego studenta z autorytetami historii najnowszej… – Marta w tym momencie założyła nogę na nogę, starając się skrzyżować uda możliwie najwyżej. Następnie poprawiła suknię, układając ją starannie. Chłopiec przełknął ślinę. Bardzo działała na niego kreacja kobiety – suknia czarna, długa, bardzo obcisła. Do tego, gdy zakładała nogę na nogę, dostrzegł, że z boku ma wysokie rozcięcie.
Marta powoli gładziła suknię na sobie, jakby chciała powiedzieć – zobacz, jak bardzo potrzebuję dotyku. Mariusz, mimo swojego ubogiego doświadczenia w kontaktach z kobietami, był nad wyraz podatny na takie gesty. Dało się usłyszeć drżenie w jego głosie.
– No bo ja naprawdę interesuję się mocno kampanią wrześniową… Trochę dużo czytałem i nie zgadzam się z ich durnymi tezami…
– Podziwiam mężczyzn, którzy mają tak stanowcze zdanie.
Marta pochyliła się w stronę rozmówcy, a wtedy chłopiec ujrzał jej dekolt. Kuszący rowek między jej dużymi, jędrnymi półkulami. Tego było za wiele. Poczuł jak uwierają mu spodnie…
Boże! Ależ ona musi mieć piękne cyce! Ach, żeby tak zobaczyć koronkę jej stanika…
***
– Panie Mariuszu… Wszyscy tańczą. Czy porwie mnie pan do tańca?
Mariusz tańczyć nie umiał. Próbował kiedyś tańczyć z mamą na weselu kuzynki, ale kompletnie mu to nie wychodziło. Teraz też by się do tego nie palił, ale oto stawała przed nim okazja dotykania tak cudownej kobiety…
– Ale mam do pana pewną prośbę… – Marta doskonale zdawała sobie sprawę, jak kusząco działa na mężczyzn, gdy kobieta o coś ich prosi… – kupiłam sobie nowe szpilki, chyba ze zbyt wysokim obcasem… i trochę niepewnie się w nich czuję… Czy wesprze mnie pan swym ramieniem, gdy będę traciła grunt z podłożem? – szeroko uśmiechając się pokazała zęby, dobrze widziała, że wysokie szpilki kuszą facetów, zwłaszcza gdy przez brak stabilności, czynią kobietę jakby trochę bezradną.
-Owszem… – krótko odparł zmieszany student.
Szedł za nią na parkiet, wpatrując się w jej zgrabną sylwetkę – piękne wcięcie w talii, zgrabna pupa, choć może nieco duża. Ale jak ona nią kręciła! Przez obcisły materiał próbował dostrzec zarys jej bielizny. Widać było, że ma stanik. A na tyłku? Chyba stringi! Rzeczywiście, w wysokich szpilkach szła jakby nieco nieporadnie, jakby gotowa się potknąć i wpaść w jego ramiona…
Ale to, co zniewoliło go najbardziej, wyłaniało się z wysokiego rozcięcia jej sukni – długie i zgrabne nogi. Miała na nich… no właśnie? Rajstopy, czy pończochy? Czarne, z seksownym szwem z tyłu.
Na taki widok Mariusz mógłby się wpatrywać godzinami.

Wreszcie znaleźli wolne miejsce. Marta uśmiechnęła się i spojrzeniem prosto w oczy dała znać, że jest gotowa do tańca. Chłopiec nie odważył się jej objąć, tańczył z nauczycielką, trzymając ją za ręce. Ale i tak było to fascynujące doznanie. Móc cały czas dotykać jej ręce, patrzeć na to jak się zgrabnie porusza, jak kołysze biodrami i uśmiecha się, patrząc mu prosto w oczy. To zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe! To się zaraz pewnie skończy jakąś moją kompromitacją. Przecież ja nie umiem tańczyć…
Wtem rozległa się romantyczna muzyka i zaczęły się wolne tańce. Mariusz teraz już musiał objąć partnerkę. Skonsternowany położył rękę na jej talii. Wstydził się bliżej przyciągnąć Martę do siebie, ale i tak chłonął jej oszałamiający zapach i co róż próbował zerkać w dekolt. Teraz już był pewien, że biust kobiety jest całkiem pokaźnych rozmiarów. Czuł jak się poci.
Mariusz z zazdrością patrzył na swoich kolegów brylujących na parkiecie, nie dość, że potrafią kręcić partnerkami w tańcu, to jeszcze kładą im ręce na pupy. Ależ byłoby kapitalnie, gdyby on tak umiał tańczyć. A jeszcze cudowniej byłoby położyć dłoń na tyłku tak kuszącej kobiety jak Marta…
A co by było, gdybym spróbował okręcić ją wokół siebie w tańcu? Pewnie się nie uda… Ale co tam!
Marta z zaskoczeniem przyjęła próbę obrócenia jej przez nieporadnie tańczącego Mariusza, ale zrozumiała jego intencje i mocno kołysząc biodrami zakręciła się wokół swojej osi. Wyglądało to tak, jakby chciała zaprezentować chłopakowi wszelkie swoje walory.
– Panie Mariuszu! Potrafi pan wspaniale poprowadzić kobietę! Podziwiam takich stanowczych i dominujących mężczyzn…
-Dziękuję… naprawdę?
-Ależ oczywiście! W ramionach takiego mężczyzny kobieta czuje się bezpiecznie…
Kurczę! A jednak odwaga może się opłacać! A tak się bałem…

Kiedy wrócili do stolika, Mariusz spostrzegł, że już na wstępie zaliczył wpadkę.
-Pani Marto, wszyscy mężczyźni przynieśli ze sobą wódkę, tylko ja o tym nie pomyślałem… Nie wiem co teraz zrobić.
-Ależ to nic nie szkodzi. Tym bardziej, że ja mam słabą głowę. Łatwo mnie upić – uśmiechnęła się nauczycielka i pomyślała, że jednak warto zorganizować alkohol, bo to najlepszy sposób, żeby chłopak się ośmielił. Przywołała kelnerkę i zapytała gdzie można kupić alkohol. Okazało się, że zajmuje się tym szatniarz, pan Miecio. Mariusz szybko tam się udał, ale tu czekała na niego kolejna wpadka. Okazało się, że za flaszkę pan Miecio życzy sobie 50 zł, a Mariusz miał akurat 40 zł. Wracał do stolika jak zbity pies.
W dodatku po drodze spotkał znajomych chłopaków. Byli już trochę wstawieni.
– Gdzie ty taką lalunię wyrwałeś? To ta historyczka z ogólniaka? Ale wystrojona! Aż się sama prosi…
-A jakie ma duże zderzaki! Będziesz miał co miętolić!
-Oj przetknąłbym jej komin!
-To co? Kiedy zakisisz jej ogóra?
-Panowie ja ją dopiero poznałem… tłumaczył się cicho Mariusz.
Chłopcy zarechotali.
– Przynajmniej ją złap za kolano. I wsadź jej rękę pod spódnicę.
-Zrób jej brzoskwinkę ze śmietanką!
Mariusz bez alkoholu wrócił do stolika.
-Widziałam, że rozmawiał pan z kolegami… Widziałam, że pokazywali palcem na mnie. Co mówili?
-Mówili… yyy że… jest pani yyy bardzo ładna…
-Ojej! To bardzo mili są pańscy koledzy… W odróżnieniu do takiego pana, który przed chwilą mnie zaczepiał… był wulgarny, aż się zawstydziłam…
-A co powiedział?
-Powiedział, że by mnie… aż krępuję się powtórzyć… użył słowa „wyobracał”…
Marta celowo przytoczyła te słowa, wiedziała, że młodego chłopaka nie tylko onieśmielą, ale też podniecą.
Mariusz domyślał się że prawdziwy mężczyzna powinien teraz pójść opieprzyć tamtego faceta, ale na to był zbyt bojaźliwy, ale postanowił robić dobrą minę do złej gry.
– Niech on się tu tylko pojawi…
– Panie Mariuszu… jest pan taki… twardy… prawdziwy mężczyzna…
Marta celowo przez długi czas nie przechodziła z chłopakiem na „ty”. Chciała, żeby mówienie „per pan, pani” budowało dystans i podkreślało różnicę wieku.

Marta znowu miała skrzyżowane nogi, jednak tym razem ułożyła suknię w sposób umożliwiający Mariuszowi dostrzeżenie w jej rozcięciu materiału koronki.
A więc ma na sobie pończochy! Ale jazda! Ech, żebym ja miał tyle odwagi, żeby położyć jej rękę na kolanie!
Marta z zadowoleniem obserwowała, jak chłopiec ukradkiem starał się delektować swój wzrok manszetą jej pończochy. Wiedziała, że takie doznania należy dawkować, więc szybko wstała. Dowiedziawszy się od Mariusza, że nie stać go było na zakup butelki, sama poszła do pana Mietka. Śmiesznie potem wyglądała jej mała kopertówka, w którą włożyła butelkę.
– Mężczyzna rządzi! – Marta podała flaszkę Mariuszowi.
Ten uznał, że pewnie nie wypada, żeby tak dama piła z kieliszka. Więc postanowił zrobić drinka. Ale nie miał doświadczenia w tej materii. Więc wlał do szklanki po połowie alkoholu i koli. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Student wypił zbyt dużą dawkę w krótkim czasie i zaczęło mu wirować w głowie. Stał się też o wiele odważniejszy.

Właśnie rozmawiali o przygotowaniach do balu.
– Wy faceci, to macie łatwiej. Ile ja się musiałam obiegać i naprzymierzać sukienek! – Marta była świadoma tego, że w ten sposób uruchamia wyobraźnię chłopaka, że ten wyobraża ją sobie w przymierzalniach jak rozebrana do bielizny, przymierza sukienki. – A jak już kupiłam kieckę, to musiałam jeszcze uganiać się za dodatkami – kopertówką, pończochami…
Wiedziała, że napomknięcie o pończochach wywoła oczekiwany efekt.
Mariuszowi już dymiło w czubie. Przez co był bardziej śmiały.
– No ładna ta kiecka. – wreszcie miał pretekst, żeby położyć jej rękę na kolanie, co spowodowało, że Marta aż zadrżała. Mariusz jakby badał materiał sukienki.
Na pewno odepchnie mi rękę. Ale trudno, raz kozie śmierć.
Ale Marta nie odpychała ręki.
-No i co? Udało się kupić pończochy?
-Tak. Udało. – uśmiechnęła się Marta.
-Mają ładną koronkę – odważył się powiedzieć Mariusz.
-Ojej! – kobieta mocno się skonfudowała – Widać mi koronkę?! Och! Kupiłam kieckę ze zbyt dużym rozcięciem…
Ta rozmowa pobudziła Mariusza .
-A mi się ta koronka bardzo podoba.
-Proszę sobie ze mnie nie żartować – kobietę ta sytuacja peszyła, ale jednocześnie ekscytowała. Więc chciała kontynuować wątek – Koronki pończoch nie są po to, żeby je pokazywać…
– A ja bym chętnie zobaczył więcej…
Marta wiedziała, że to alkohol dodaje studentowi odwagi. Ale też sama była pod jego działaniem.
-Panie Mariuszu, jest pan nad wyraz śmiały… Żeby zobaczyć więcej, musiałby mi pan podciągnąć sukienkę do góry!
-Bardzo chętnie!
Mariusz zaczął masować kolano a potem udo kobiety, jakby miał zamiar podwinąć jej suknię do góry. Na to się jednak nie odważył.
-Och… Niech pan przestanie… Chyba nie chce się pan do mnie dobierać…

Tymczasem zespół prowadzący zabawę zaordynował zabawę w pociąg. Nakazano się tak ustawić, żeby partnerka była z przodu. Ludzie położyli dłonie na ramionach poprzedzających ich „wagoników” i pociąg ruszył. Mariusz mógł się do woli napatrzeć na zgrabne ruchy pupy Marty. Wydawało mu się, że w rytm muzyki „pociągowej” kręci nią znacznie mocniej i seksowniej niż dotychczas. W jego spodniach zrobił się namiocik. Nagle prowadzący polecił, żeby dłonie przenieść z ramion na biodra. Mariusz karnie wykonał polecenie. Był wniebowzięty. Oto mógł ucapić piękną kobietę za biodra, trzymać ją mocno, delektować się jej ruchami. Przez materiał sukni wyczuwał pod palcami coś jakby sznureczek. A więc rzeczywiście Marta ma na sobie stringi! Jego namiocik rósł jeszcze bardziej. Czasami zdarzało się, że wagoniki wpadały na siebie. Wtedy wypukłość w spodniach uderzała o tyłek nauczycielki. Kobieta czuła to doskonale.
Nagle prowadzący wydał kolejną dyspozycję. Mariusz uznał, że się przesłyszał. Ale nie! On rzeczywiście kazał złapać poprzedzający „wagonik” za piersi. Mariusz rozejrzał się, rzeczywiście co niektórzy mężczyźni kładli dłonie na biustach. Dlaczego on ma być gorszy? Też ulokował swoje ręce na piersiach Marty. Oczywiście nie miał tyle odwagi, żeby je złapać. Jedynie położył je na materiale sukienki, pod nim wyczuwał twardszy materiał miseczek stanika.
Cholera! Fajnie byłoby je porządnie chwycić. Wręcz ścisnąć! Ale nie wypada…
Pociąg wił się, raz zwalniał, potem znów przyspieszał. Przez to siłą rzeczy Mariusz coraz silniej łapał biust kobiety. Ani się spostrzegł, a już trzymał go dość mocno.
Ależ on jest fantastyczny – jędrny, mimo, że jest spory. Jak ci chłopcy mówili? „Duże zderzaki. Wymiętolić jej.”… O taaak…
Mariusz jakby nie panował nad swoim zachowaniem, alkohol robił swoje, wykorzystując przyspieszenia pociągu, albo zakręty, coraz mocniej ściskał piersi Marty. A ona sama nie mogła zareagować, z powodu sytuacji w której się znajdowała. Czuła się bezradna. I bardzo ją ta rola ekscytowała.
Gdy wrócili do stolika, Marta z wyrzutem popatrzyła na chłopaka. Udając oburzenie, zaczęła gładzić materiał sukienki na biuście.
– Ależ mi pan wygniótł kieckę… Przyjemnie się macało moje cycki? Aż mi się chyba biustonosz zsunął…

Po Mariuszu było widać, że szumi mu w głowie. Nalał kolejkę. – A może wypijemy bruderszaft. Mimo że jestem gówniarzem, to chyba mogę zaproponować?
Marta nie mogła odmówić. Po stuknięciu się szkłem, Mariusz zabrał się do całowania, robił to strasznie nieporadnie, ale za to zachłannie, jakby się przyssał do ust kobiety.
-Mariuszu… na pewno rozmazałeś mi szminkę!
Marta wyciągnęła z torebki lusterko i pomadkę. Zdawała sobie sprawę, że widok kobiety malującej usta szminką kusząco działa na mężczyzn. A Mariusz i tak był rozochocony.
-Marto. Idziemy w tany. Zobaczysz jak teraz cię wyobracam!
Tym razem odważniej przyciągnął kobietę do siebie. Widział chłopców, z którymi wcześniej rozmawiał, jak dawali mu znaki, żeby w tańcu złapał nauczycielkę za pupę. Ale na to zabrakło mu odwagi. Natomiast postanowił powoli zjeżdżać w stronę pośladków Marty. Był ciekawy czy zareaguje. Ale nie reagowała. Krok po kroczku i cała ręka znalazła się na pupie dziewczyny. Mariusz tryumfował. Wcześniej nigdy by się nie spodziewał, że zdobędzie się na taką odwagę. Teraz jednak zareagowała. Uśmiechając się i mówiąc – nie, nie, nie… – odsunęła dłoń chłopaka. Mariusz wycofał rękę, ale zaraz znowu przystąpił do szturmu i ponownie centymetr po centymetrze zsuwał rękę na tyłek kobiety.
-Mariuszu, jesteś niepoprawny… – Marta robiła wyrzut, ale tonem, który zdradzał, że jest zadowolona z działań studenta.

Kiedy skończył się taniec i mieli zejść z parkietu, nauczycielka zobaczyła, że puściło jej oczko w pończosze.
– Mariuszu, muszę zmienić pończochy, a kolejka do damskiej toalety jest masakrycznie długa. Obok szatni jest kantorek, więc tam bym poszła, ale bałabym się, że zostanę podejrzana. Czy mogę mieć do ciebie prośbę, żebyś przypilnował wejścia?
Myśl o kobiecie zmieniającej pończochy podziałała na Mariusza jak płachta na byka.
W kantorku była kozetka, na której przysiadła Marta.
– Mariuszu, ale odwróć się. Nie chcę żebyś patrzył jak zdejmuję pończochy.
Chłopak odwrócił się, ale kątem oka bacznie śledził każdy ruch kobiety. Widział jak zdejmuje szpilki, potem jak podciąga sukienkę do góry, aż wreszcie jak zsuwa z nogi pończochę zakończoną szeroką koronką. Był to dla niego niezwykle ekscytujący widok. Nie mniej podniecające okazało się również zakładanie nowych pończoch na nogi. Tym razem były to kabaretki, a więc z założenia bardziej seksowne pończochy. Mariusz delektował się oglądaniem jak kobieta bardzo starannie układa je na nogach, dbając żeby szew z tyłu był równo.

Podniecenie Mariusza sięgnęło zenitu.

-Marto, na początku imprezy powiedziałaś, że musiałbym podciągnąć ci kieckę do góry, żeby zobaczyć więcej… Myślę, że ta chwila właśnie nadeszła.
-Mariuszu… jak możesz tak sobie ze mnie żartować… – kobieta doskonale wiedziała jak scena ze zmienianiem przez nią pończoch może podziałać na niewyżytego i podchmielonego młodzieńca. Celowo przecież tę sytuację sprokurowała. Jednak reakcją chłopaka była zaskoczona.
Ale Mariusz nie żartował. Szedł w stronę Marty siedzącej na kozetce. Widać było jego dziki, zwierzęcy wzrok. Podszedł do kobiety i złapał ją za dół sukienki. Marta trzymała się za nią, utrudniając podciąganie do góry.
-Nie… nie… proszę… – protestowała, ale w głębi duszy pragnęła, żeby się do niej dobierał. Zawsze podniecała ją myśl, że ktoś bierze ją siłą, wbrew jej woli. – Chyba nie chcesz, żeby ktoś usłyszał moje piski?
– Bardzo chętnie sam posłucham jak piszczysz.
Mariusz tryumfował. Wreszcie zadarł dziewczynie kieckę. Mógł napawać się widokiem jej nóg opiętych kabaretkami, na wysokich szpilkach. Na udach było widać zakończenia pończoch – wąskie koronkowe manszety.
Marta była speszona, czuła się bezradna i upokorzona. I to ją podniecało. Ciekawe do czego się młody posunie?
Mariuszowi wciąż było mało. Widział jej zgrabne nogi. Teraz chciał zobaczyć majtki. Jeszcze mocniej zadarł suknię. Mimo, że trzymała nogi złączone razem, udało mu się. Miała czarne stringi, cieniutkie i tak koronkowe, że aż prześwitujące. Zdawało mu się, że zobaczył przez nie zarys czarnego, wąskiego paseczka…
Marta była zawstydzona. Założyłam te najbardziej koronkowe stringi! Chyba nie zobaczył przez nie mojej cipki?!
-Mariuszu, jak możesz wykorzystywać przewagę mężczyzny nad słabą kobietą… – doskonale wiedziała, że takie słowa rozjuszą go jeszcze bardziej.
I nie pomyliła się. Mariusz popchnął dziewczynę i próbował siłą rozewrzeć jej nogi. Marta stawiała opór, ale wkrótce skapitulowała. Przez cieniutki materiał majteczek chłopak wyraźnie zobaczył zarys szparki. Czyli coś, czego nigdy wcześniej nie widział na żywo.
O tak. Jak wspaniale byłoby tam się wbić! Penetrować ją. Rżnąć do upadłego!
Marta leżała na kozetce na plecach, z rozłożonymi nogami i podciągniętą sukienką. Widziała w oczach mężczyzny prymitywne, niepohamowane pożądanie.
-Mariuszu, nie… proszę… – ale mówiła to cicho, tonem, który bardziej sugerował – weź mnie.
Takie protesty jeszcze bardziej nakręcały młodego mężczyznę. W głowie dźwięczały mu teksty chłopaków z sali – „przetkać jej komin”.
Mariusz wręcz rzucił się na Martę.
-Nie, nie… – szeptała dziewczyna. Czuła się bezbronna. Do granic podniecało ją to, że czuła na sobie ciężar młodego, rozpalonego mężczyzny. Nie mogła się doczekać, kiedy poczuje go w sobie. Dlatego tylko pozorowała, że się opiera, że odpycha go rękami.
Ale pobudzonego młodzieńca już nic nie mogło powstrzymać. Jego ręce opętańczo błądziły po ciele Marty. Zatrzymały się na biuście i ścisnęły go mocno. Kobieta głośno westchnęła. Czuła jak chłopak brutalnie gniecie jej wrażliwe na dotyk piersi przez materiał sukienki i stanika.
– Auuaa… Mariuszu… boli… proszę… przestań…
Ale te słowa tylko dopingowały studenta. Czuł się zdobywcą. Był w amoku. Chciał się sycić. Pożądanie, które wzbierało przez tyle godzin, teraz musiało znaleźć ujście.
-O nie. Muszę ci je wymiętolić. Masz takie duże doje! Sama się do tego prosiłaś, przez cały bal podstawiając mi ten dekolt pod nos.
Bezlitośnie wepchnął rękę w biustonosz. Po raz pierwszy w życiu trzymał kobietę za nagie piersi. Macał je i ugniatał. Wyczuł duże brodawki i nabrzmiałe sutki. Koniecznie chciał je zobaczyć. Gwałtownym ruchem zsunął sukienkę i stanik z biustu. Wreszcie mógł napawać wzrok widokiem dorodnych półkuli, które wcześniej tylko wyczuwał dotykiem. Ogarnęła go chęć posmakowania ich. Pocałował brodawki. Zaczął je lizać. Słyszał jak Marta głęboko wzdycha. Zapragnął użyć piersi zgodnie z ich naturalnym przeznaczeniem, czyli ssać je tak, jak dziecko ssie matkę. Zrobił to mocno, aż dziewczyna stęknęła. Jej reakcje jeszcze bardziej go podniecały, aż wreszcie zaczął gryźć jej piersi.
-Auć! – krzyknęła Marta – proszę… nie…
-Masz smaczne melony! A jaką masz brzoskwinkę?

Mężczyzna zsunął rękę w dół. Chciał po raz pierwszy w życiu dotknąć kobietę w jej najbardziej intymnym i wrażliwym miejscu.
– Nie… nie… tam nie… – Marta próbowała odpychać rękę, ale nie było takiej siły która mogłaby go zatrzymać. Przełamał opór kobiety i złapał ją tam. Przez materiał majtek czuł jej cipkę.
Marta zaczęła protestować bardziej żywiołowo. W odpowiedzi Mariusz wsunął jej dłoń w majtki. Pierwszy raz w życiu dotykał tego intymnego miejsca kobiety, więc badał je zachłannie. Macał niemiłosiernie. Napawał się jękami kobiety. Brutalnie wepchnął palce do wilgotnej pochwy.
-Ach… Mariuszu… jak ty mnie traktujesz… – dziewczyna uwielbiała używać żałośliwego tonu. Czuła się wtedy taka bezbronna, wykorzystywana.
A Mariusz chciał traktować ją jak zdobycz, jak łup wojenny. Czuł się jak zdobywca twierdzy po długotrwałym oblężeniu, któremu należą się, prawem łupu, pustoszenie, łupienie, branie siłą co mu się spodoba.
I teraz chciał ją wziąć. Wejść w nią. Wbić się w nią brutalnie. „Zakisić jej ogóra”.

Jego penis stał na baczność. Gotowy do spełnienia swego zadania. Mariusz szybko go uwolnił ze spodni i nakierował do celu. Gdy Marta go poczuła, znów podjęła opór. Próbowała zrzucić z siebie, ale robiła to na tyle słabo, że nie dało to żadnego efektu.
-Proszę… tylko nie to… chyba mnie nie weźmiesz…
-Ależ tak… posiądę cię!
Mariusz niewprawnie próbował go ulokować w pochwie kobiety. Niestety robił to nerwowo, ponadto Marta wierzgała nogami, więc mu się nie udawało.

Ale był potwornie zdeterminowany. Sapał.
-I tak nie uchronisz swojej szpary. Lepiej mi ją nadstaw.
-Mariuszu… Nie… Proszę… Dlaczego ty mi to robisz?
-Bo muszę cię zaliczyć. Przez cały wieczór sama się o to prosiłaś…
Marta cały czas protestowała. Powtarzała w kółko – nie… nie… Ale przestała wierzgać. Bała się, że Mariusz się zdeprymuje swoim niepowodzeniem. A tego w najmniejszym stopniu nie chciała. Wręcz niby nieświadomie, szerzej rozłożyła nogi.

Wreszcie Mariusz dopiął swego. Czubek jego członka zanurzył się w cipce dziewczyny.
-Ochhh – sapnął. Teraz musi się udać!
-Ojjj… – jęknęła Marta – wiedziała już, że na pewno zostanie zdobyta. Mogła sobie zatem znowu pozwolić na kolejne protesty. – Mariuszu… nie! Nie rób mi tego!
Ale Mariusza już nic by nie powstrzymało. Z całą swoją siłą, bez litości, wepchnął Marcie do końca. Był przeszczęśliwy. Zrobiłem to! Wsadziłem jej! Już nie jestem prawiczkiem!
Powoli się trochę wycofał i znów wykonał pchnięcie. Marta na to zareagowała jękiem. Jęczała po każdym kolejnym sztychu, szepcząc – nnie… nie…. Natomiast nawet w najmniejszym stopniu nie opierała się. Mariusz był w siódmym niebie.
Kiedy jego członek uderzał mocno o dno pochwy, kobieta stękała głośniej.
-Mariuszu… ach… jesteś bezlitosny… zdobyłeś mnie… – wiedziała że takie słowa pobudzą męskie ego.
-Tak! Zdobyłem. Jesteś moja!
-Tak… ach… jestem… ach… twoja… – jęcząc potwierdzała Marta.
Jeszcze bardziej rozogniony chłopak przyspieszył cwał.
-Mariuszu… ochh… masz… takiego… ochh… dużego… A ja mam ciasną… och… dziurkę…
-To dobrze… Rozepcham ci ją!
-Ojej! Rozepchasz mi ją… och… aż będzie mnie… och… bolała…
-Tak! Tak! Wrócisz do domu z obolałą cipą. Przez kilka dni nie będziesz mogła chodzić!
Ten dialog straszliwie podniecał Mariusza. Teraz całe swoje siły wkładał w to, żeby pchnięcia były takie, jakby chciał przebić dziewczynę na wylot. Kozetka zaczęła trzeszczeć.

Kiedy chłopak przyspieszył i rozpoczął istny galop, Marta przestraszyła się, że wkrótce może dojść do wytrysku. W niej.
– Mariuszu… jesteś niezabezpieczony… uważaj, żeby nie skończyć we mnie… – kobieta bała się tego bardzo, ale jednocześnie, o dziwo, podniecało ją to. Ten strach. To co mówiła do chłopaka.
Jego z kolei, pobudzała świadomość, że może spuścić się w cipce kobiety.
-Aaaa aaaa… Chcę tego. Chcę ci się zlać do pizdy!
-Nie… błagam! Mógłbyś zrobić mi dziecko!
To jeszcze bardziej go rozjuszało. On, nastoletni do niedawna prawiczek, mógłby zmajstrować brzucha dojrzałej kobiecie.
Trzymał Martę mocno, jak w żelaznych kleszczach. Ujeżdżał ją w najszybszym możliwym galopie. W pewnym momencie jęknął. W pochwę kobiety zaczął pompować nasienie.
Marta poczuła spełnienie. Wróżba się dopełniła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *