Aneta – koleżanka z pracy – 3

Aneta – koleżanka z pracy – 3

No i wyjazd służbowy.
Łomża, Szczuczyn no i Warszawa. Wszyscy aktualni kontrahenci, których odwiedziłem po drodze nie zgadzają się na planowaną podwyżkę cen cementu. Na nowych nie ma co zbytnio liczyć. Lipa. Lipa. No i jeszcze raz lipa. Dobrze, że chociaż hotel w jakim Aneta mi zarezerwowała jest 4 – gwiazdkowy. Odpocznę, a jutro na powrocie zajadę do firmy „ruskich”, z jakimi negocjuje szef ze swoją Mariolą w Gołębiu. Hehe.
Basen, kolacja, rozmowa z żoną no i sen.
Nic mi się nie śniło, pewnie dlatego wstałem wypoczęty. Wczorajszy dzień i nieudane rozmowy poszły w niepamięć.
No to jadę do mojej „ulubionej” firmy „ruskich”. W ramach ścisłości to firma Polska, przydomek pochodzi od tego, że właściciel ma na imię Mikołaj, a że narodziny swojego syna (teraz współwłaściciela) ostro opił to nazwał go Iwan.
Firma Mikołaja właśnie realizowała budowę lotniska w podwarszawskiej miejscowości. Miałem negocjować ceny dostawy cementu, gdyż ma placu budowy znajdował się już węzeł betoniarski i brakowało im tylko tego surowca do produkcji betonu. Propozycja cenowa dla ich firmy była według mnie bardzo zaniżona (tak postanowił szef). Idąc tak przez plac budowy do biura obmyśliłem plan. Jak się powiedzie będą kokosy, jak nie to d..a. W pamięci obliczenia i już przy stole pierwsza moja propozycja cenowa jest większa o 15% od propozycji planowanej od mojego szefa. No i bomba. Po 5 godzinach gadki stanęliśmy na 8% na górce.
Wyszedłem z biura, w samochodzie myślałem, że zawału dostanę. Telefon do szefa i wale prosto z mostu – szok, tak się cieszy jak głupi, nawet nowe auto mi obiecał, ale zobaczymy. Telefon do żony i humor popsuty – „No i co z tego, na nowy dom i tak nas nie będzie stać”. Poj……ana baba.
Myślę, a co tam. Dzwonie do „ukochanej” żony i informuje, że w domu będę dopiero w poniedziałek, bo jadę jeszcze do paru firm na południe Polski. Czerwona słuchawka. Teraz czas na Anetkę. Ciekawe co za wiadomości mam na mailu od mamuśkixxxl? Najpierw telefon. Pierwszy sygnał i odbiera:
– Marcinku słyszałam już wiadomości, szef już do mnie dzwonił.
– Będziesz do 16.00 w biurze? Mam ochotę na toast na tą okoliczność.
– Nie ma sprawy, Artur z młodym są na obozie piłkarskim. Możemy balować do środy. Hehe.
– To jesteśmy umówieni. Ja zajadę gdzieś po „napoje”, a Ty zorganizuj coś do jedzenia.
– Oki. Pojadę do domu się odświeżyć i będę na Ciebie czekała w biurze.
– Oki. Pa.
– Pa.
Po drodze zajechałem do zajazdu znajomego. Wiozłem prysznic. Przebrałem się bardziej na sportowo – jeansy i koszula. Kupiłem w barze cały „arsenał” od piwka po samogonkę no i w drogę.
W biurze byłem około 17.00. Widząc światła w oknie w pokoju socjalnym, wiedziałem, że Aneta na mnie czeka. Drzwi do biura zamknięte od środka, klucz w zamku w środku. Dzwonie więc na komóreczkę Aneci.
– Kochanie otwórz drzwi. Obiecuję, że Cię już więcej nie będę zdradzał.
– Hihi. Już lecę.
No ja się ubrałem na luzie, ale moja koleżanka. Szpileczki – przez co jest wyższa ode mnie od dobre 10 cm. Leginsy czarne – cudownie opinają jej dupcię, nie malutką, ale taką dla mnie „w sam raz”. No i koszulka polówka biała z prześwitującym koronkowym białym staniczkiem. Czarno-krucze rozpuszczone włosy do połowy pleców dopełniały wszystkiego – dobrze, że nie miałem dresów, bo by był przypał.
– Dobry wieczór „mężusiu”.
– Dobry wieczór „żoneczko”.
Ja chciałem pocałować Anetę w policzek, lecz ona wzięła mnie za głowę i dała całusa w usta.
– No, no, starczy już tej zabawy w „rodzinę”, zanim do czegoś tu dojdzie.
Oboje ze śmiechem na ustach weszliśmy do biura. Na stole czekały mnie smakołyki własnej roboty.
– A to co? Mogłaś zamówić na firmowe konto jedzenie z bistro.
– Nie mówiłam Ci nic, ale dzisiaj są moje urodziny. Mieliśmy z mężem je obejść tylko we dwoje. Marcin miał jechać na obóz piłkarki, ale Artur postanowił dzisiaj rano, że pojedzie z nim.
– Przykro mi. Nie wiedziałem, że wam się nie układa. Dla pocieszenia Ci powiem, że „dziurki” swojej żony nie widziałem 3 miesiące.
Nie planowałem nic takiego jej opowiadać, ale co tam, jak się żalić, to się żalić.
– No to trafiliśmy na partnerów.
– Wypijmy zdrowie naszych partnerów. – Zaproponowałem.
Tej nocy planowałem, także inne toasty.
Komentarze mile widziane – jak będą przychylne to będę kontynuował.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *