12 godzin bólu czyli na poważnie

12 godzin bólu czyli na poważnie

„Niełatwo było cię tu zwabić, mała nierządnico. Ale teraz możesz już odetchnąć. Polowanie zakończone. Jest dwudziesta, kilka minut po dwudziestej. Zaczniemy punktualnie o 21. Czeka cię noc pełna bólu. Dokładnie o dziewiątej rano będziesz wolna.”
(Na stole leżała skrępowana nastolatka z czarnymi spiętymi włosami. Ręce związano jej z tyłu, razem z kostkami, oplatało ją ponadto kilka niezależnych pętli. Nazywała się Magda, i była córką P. Z. Jej biodra niemal rozsadzały niskie granatowe spodnie. Nosiła bluzę w rewolwery Warhola i nabite puchem zamszowe botki. Ktoś wcześniej zdjął jej wierzchnie okrycie. Usta i policzki dziewczyny wypełniał napompowany na maxa gumowy knebel, którego pompka zwisała z blatu. Dziewczyna była ładna, opalona, południowa, meksykańska i zaskoczona, a jej serce waliło jak młot. Nie wierzgała, bo fachowo ją skrępowano, nadużywając dla pewności sznura. Wiedziała, co przeskrobała, domyślała się czekającej kary, czuła jej nieuchronność – ale – co ciekawe – w beznadziei swojej sytuacji znajdowała pewne upodobanie. Była młoda i niedoświadczona, nigdy nie była zbita, ani nawet uderzona, a mailowe groźby, jakie otrzymywała od kilku tygodni od pewnych ludzi, wydały się jej w pewien sposób ekscytujące.)
„Wiesz oczywiście, że z dzisiejsze wydarzenia zostaną skrupulatnie zarejestrowane, na wypadek, gdybyś chciała skarżyć się swoim rodzicom, rodzinie, w szkole czy komukolwiek innemu. Policję, pannico, sama to rozumiesz, powinnaś omijać wyjątkowo szerokim łukiem…”
„Yhmn”, wymruczała, marszcząc ślicznie brwi, co chyba miało oznaczać, że rozumie.
„Wiesz, że na to zasłużyłaś?”
„Yhmn.” Kosmyki czarnych włosów uwalniały się z gumki, błyskała białkami wokół czarnych źrenic. Na oko miała 16 lat, ale mogła mieć też 20. Twarz pokrywał jej delikatny, brzoskwiniowy meszek. Jej wiek R. mógłby ocenić dopiero zobaczywszy nagie ciało. Wiedział, że miała dziewiętnaście i zrobiła z niego błazna. Był ciekaw jej nagości. Spodziewał się dojrzewającej miękkości, Marta miała bowiem lekka nadwagę, opalenizny, gładkości i bardzo ciekawiło go, czy zobaczy jasne ślady po bikini.
„No suczko, napsułaś mi krwi. I swojemu tacie, i jesteś tego świadoma. Gdyby was lać, pannice, od małego, nie byłoby takich porut.”
W portfelu miała dowód i sporo pieniędzy. R. telefon dziewczyny wyłączył, zapalił światło. Pomieszczanie było spore, wyłożone kafelkami, jakaś użytkowa piwnica domu na uboczu. Stół, w rogu łóżko polowe, kilka giętych krzeseł, wysoko lufcik, sportowa torba i dwie kamery na ustawionych w kątach statywach, przy których majstrował R. Magda wiedziała gdzie jest, wiedziała u kogo, dlaczego będzie cierpieć, i wiedziała, że
1) nikomu się nie poskarży,
2) zasłużyła jak nigdy dotąd,
3) i że będzie zaraz naga, a nie depilowała dziś pach ani nóżek…
„12 godzin bólu, mała nierządnico…”

[2]

Dostrzegła w pomieszczeniu małe drzwi. Były uchylone i ciągnął od nich chłód. Leżała na niewygodnym dużym stole, na czymś w rodzaju folii, na plecach, już dużo mniej ubrana: w rajtuzkach czarnych, obciskających, już bez butów, w bieliźnie. Oddychała. Kiedy obracała głowę widziała zegar, który pokazywał 20.40. R. zniknął za małymi drzwiami, których wcześniej nie dostrzegła.
Brwi miała gęste i czarne, nos w łuk, południowy, szeroki. Wypchane gumą policzki i naciągnięte usta były tak zniekształcone, że nie wiadomo dokładnie jaka była ta twarz. Przed chwilą miało miejsce takie zdarzenie:
R. ściągając z niej obcisłe dżinsy wyczuł wilgoć w jej kroku.
„Widzę, że cię to bawi, pannico. Jesteś skurwiała do szpiku kości. Zaraz, czy ty się śmiejesz?”
„Yhnnmh.”
Przejechał zimnymi palcami po jej brzuchu, w miejscu gdzie w ciało wcinała się gumka rajstop. Strzelił gumką… Szarpnęła rękami i nogami, ale skórzane blansolety na przegubach i kostkach, przywiązane w czterech rogach do stalowych nóg stołu utrzymały ją na blacie.
„Na prawdę nie wiesz, z kim zadarłaś… Dziwię ci się czarna suczu. Wszystko do tej pory uchodziło ci płazem, prawda?”
Potem R. zniknął za niskimi drzwiami. Magda usłyszała, że mówi do kogoś i fala gorąca oblała jej ciało. Zza drzwi wyszła wysoka i bardzo szczupła dziewczyna (to co z niej zostało! przemknęło Magdzie przez myśl w napadzie paniki), której ręce przytwierdzone były za pomocą czarnych bransolet do skórzanego, pełnego sprzączek pasa, okalającego ciasno jej talię. Biodra bladej jak śnieg dziewczyny opinały gumowe szorty, od których pomiędzy szczupłymi udami odchodziły dwie dyndające rurki zakończone pompką, takie same jak u knebla. Pierwsze co przyszło Marcie do głowy, to że w otworach tej biedaczki tkwią dwa pompowane penisy i jak to musi ją boleć. Dziewczyna była poza tym naga, zgarbiona i ślepa, głowę miała opiętą ściśle przylegającą skórzaną maską z otworkiem na usta i dziurki od nosa, a płaskie małe piersi miała przekłute i okolczykowane. Nosiła wysokie pod kolano dopasowane lakierowane kozaczki na cieniutkiej szpilce, poruszała się niepewnie, nierówno stukając obcasami o podłogę.
„Marta – Dominika. Dominika – Marta.”
Marta wierzgnęła i tyle. Rozszerzyła oczy, nagle próbując dojrzeć jak najwięcej, coś zacharczała. Przypomniała sobie nagle szczegóły tych maili i dotarło do niej, że wpadła głębiej w chujnię niż mogła przypuszczać.
„Dominika będzie nam towarzyszyć tej nocy, dzieciaczku. Na pewno się polubicie… Dominika – zwrócił się do zamaskowanej laski – ma co prawda karę, ale dziś jest dzień rozliczeń. Dzień wypłaty. Czarniawa zgarnęła całą pulę…”
R. rozpiął suwak maski szczuplutkiej niewolniczki i odsłonił jej twarz. Dziewczyna nazwana przez R. Dominiką była zupełnie łysa, blada, młoda i ładna, nie licząc okropnych znaków, jakie odcisnęły na jej twarzy szwy ciasnej grubej maski.
„Przepraszam panie za moja postawę. I dziękuję za skrócenie kary…” popłynął jej głęboki, matowy głos.
Marta miała głos dziewczęcia. Głos R. był żaden, R. był dobrze ubrany, wyglądał na trzydzieści albo czterdzieści lat. (Co to jest za różnica dla nastolatki?) Byli w piwnicy jego domu, dwa kilometry pod Katowicami. Na zewnątrz cicho padał śnieg, zasypując ślady opon taksówki, którą przyjechała tutaj Marta.
„Dwanaście godzin… Jebać, wytrzymam,” zaklęła w duchu. Ale ta ogolona, pokracznie stąpająca dziewczyna w kozakach psuła poważnie jej samopoczucie.

[3]

Zanim wybiła 21.00, zanim ogolona dziewczyna zdjęła z Marty stanik, rajstopy i figi (rozcinając je zimnymi nożyczkami), obnażając ją całkowicie, rozpiętą na blacie… Zanim o 21 w nieprzygotowaną pochwę Marty R. wsadził, nie patyczkując się, wielkiego czarnego penisa i nadmuchał pompkę czterokrotnie, przy trzecim razie przekraczając coś (próg bólu? elastyczności mięśnia?) w ciele laseczki, zanim przykre i obrzydliwe uczucie wypełniania pozwoliło Marcie znaleźć się wreszcie tu i teraz, wobec nagle nijak niepociągającej chujni rzeczywistości, zanim odwrócono ją na brzuch i przy potwornym jazgocie wepchnięto jej do odbytu o wiele za duży pompowany plug, zanim… zanim… co zostanie opisane jeszcze ze szczegółami (na przykład zanim schłostano jej ciało do ostatniego centymetra skóry
1) jej własnym paskiem od spodni, na podkład,
2) ratanowym kijkiem, tnącym obrzydliwie powietrze,
3) plecionym biczem ze skóry zakończonym supłem,
4) kuchenną, lakierowaną deską,
5) a na koniec zwiniętym w dwoje kablem od żelazka…)
zanim to wszystko się zaczęło, R. oswobodził swoją wygoloną niewolnicę z kajdan oraz wypełniających ją wielkich penisów, a Marta patrzyła znad knebla na ten dziwaczny rytuał. Biodra (właściwie drogi rodne) dziewczyny mieściły w sobie gładkie, błyszczące instrumenty, jakby były zrobione z elastycznej gumy, a nie skóry i mięśni… Z delikatnym „plops” oba dilda wyskoczyły z Dominiki, która wyraźnie i głęboko odetchnęła. Marta zobaczyła że w jej zmrużonych szarych oczach zebrały się nieładne łzy…

[4]

R. zanurzył odzianą w czarną lateksową rękawiczkę dłoń w słoiczku z pastą jalapeno. W pięciogwiazdkowej skali ostrości, ten produkt otrzymał pięć. Palcami pokrytymi gęstym, aromatycznym kremem wymasował wszystkie widoczne części pochwy rozciągniętej dziewczyny, wcierając pastę w srom, dookoła wielkiego, dmuchanego dilda. Specjalną porcję nałożył u zwieńczenia, gdzie miedzy fałdami różowej skóry rósł bordowy guziczek.
„Kiedy patrzę na moje życie wstecz, na ostatnie pół roku, widzę że jest zaśmiecone kłamstwami, wmawianymi mi przez kobiety. Kłamstwami, które okryły wszystko brudem. Twoja dusza jest do cna zepsuta kłamstwami, suczko, i nadszedł czas, by udzielić ci lekcji prawdy. A prawda – cóż – jest bolesna…”
Przez chwilę nie działo się nic.
„AAAAAAI,” wrzasnęła Marta pod kneblem, z oczu pociekły strumienie łez a ciało wygięło się w niekontrolowany łuk. W mgnieniu oka krew uderzyła jej do twarzy a żyły na skroniach zrobiły się doskonale widoczne.
„Dlaczego sutki, podobnie jak wargi, są czerwone? Bo są bardzo ukrwione. Po co? Żeby dobrze pracowały… A zadań mają bez liku. Są ważnym narządem zmysłu dotyku. Dlatego warstwa skóry jest na nich bardzo cienka. Z łatwością prześwitują przez nią naczynia krwionośne: żyły i naczynia włosowate. W nich płynie krew, która swoją czerwoną barwę zawdzięcza hemoglobinie. Płytko pod cienką warstewką skóry znajdują się niemal nieosłonięte zakończenia nerwowe. Efekt czerwonych sutków, podobnie jak czerwonych warg, jest mniej widoczny u osób z ciemna karnacją, niezależnie od koloru skóry, nerwy znajdują się jednakowo płytko…”
„A-AAAAAAAAAAA-AAAAAAAAAA!” nie bardzo było wiadomo, co teraz dzieje się z Martą. Dominika, która doświadczyła jalapeno na własnej skórze, teraz z zaciekawieniem obserwowała wierzgającą koleżankę.
„Do osób o ciemnej karnacji należysz ty… Dominika ma niemal białą skórę. Czy widzisz jak intensywnie ciemne są jej sutki i wargi? Czy widzisz jak pod cieniutką skóra pulsuje krew i limfa? Czerwone brodawki sutkowe to wyjątkowa cecha ludzi. Nie mają jej nawet najbardziej spokrewnione z nami zwierzęta. Duża ilość estrogenu, hormonu żeńskiego, w czasie wzrostu i dojrzewania pogłębia intensywny, karminowy odcień ust, sutków, widocznych części pochwy i odbytnicy. Dlatego czerwone wargi są atrakcyjne dla mężczyzn.”
Ciało Marty było miękkie i falowało. Nie sprawiało wrażenia sprężystego, choć cierpiąca napięła do granic wszystkie mięśnie… Fale rozdzierającego bólu sprowadziły atak paniki – to co najostrzejsze na rynku chilli robiło z jej cipką, Marta łatwo mogła pomylić ze skutkami użycia palnika acetylowego (i taki właśnie obraz podsunęła jej wyobraźnia). (Co oczywiście było bzdurą…)
„Jak łatwo oszukać ludzkie zmysły. Co myślisz Dominiczko?”
„Byłoby jej łatwiej to… to znieść, gdyby tak nie wierzgała.”
Nie było dobrego ułożenia ciała. R. wiedział, że pierwsze, ogłuszające fale bólu mijają po kilku minutach, ale pełne zaleczenie podrażnionej cipki to kwestia tygodnia. Nie planował zresztą cipce odpuścić, i wyobrażał sobie, jakich doznań dostarczy dziewczynie spieczona skóra podczas seansu intensywnej masturbacji.
„Weź dziwko klamerkę i zapnij malusi na łechtasi… Niech pobędzie chwilę na granicy…”
I Dominika posłusznie wykonała polecenie R., wiedząc, o jakiej granicy mówi jej sponsor. Stuk obcasików, na których wcale nie czuła się pewnie, ginął zagłuszony tępym jazgotem torturowanej. Sama się sobie zdziwiła, że zaciskając szczęki mocnej zębatej plastikowej klamerki na ujętym w dwa palce, obnażonym i wyeksponowanym guziczku rozkoszy („Cóż za niestosowna nazwa”, pomyślała) biednej, nie wzbudzającej sympatii, młodej, zrozpaczonej dziewczyny – że zaciskając tę klamerkę, nie było jej ani trochę żal cierpiącej. Stercząca z gołego łona klamerka, wykonała w powietrzu dziki i prymitywny taniec, wraz z uciekającymi na wszystkie strony biodrami torturowanej. Pompowany penis tkwił mocno w jej cipie.
„AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAIIIIIII!”

[5]

Ale wcześniej dostała lejty w stopy a dokładnie w podeszwy. Tego rodzaju kar nienawidziła Dominika. Normalne regularne lanie, deszcz kijów na stopy, 100 albo i więcej razów na każdą podeszwę, R. z ratanową rózgą leje lewą nogę, Dominika z bambusowym kijkiem prawą nogę, od paluszków do pięty, równy deszczyk razów, regularny seans bastinado. Do tego trzeba było dziewczę dobrze przywiązać, od czegoś takiego można stracić zmysły.
„Znacznie gorsze od kary jest oczekiwanie na karę,” powiedział R. uderzając pierwszy raz w napiętą podeszwę Marty. Elastyczny kijek z suchym plaskiem sięgnął śródstopia, poniżej palców. R. nie śpieszył się. W odbytnicy Marty tkwiła pokaźnych rozmiarów wtyczka, która zamieniła jej dziewiczy ciasny odbycik w szeroką, naelektryzowaną, nabiegłą krwią rurę o średnicy 5 centymetrów. Taki sprzęt ledwo i w bólach mieścił się w porozciąganej, latami ćwiczonej pupce Dominiki, która sypiała wypełniona plastikową gruszką, a na uczelnie chodziła w szortach wyposażonych w dwa sterczące do środka pompowane dilda. Jej pupa – mówimy o stanie na dziś – była w stanie przyjąć niemal wszystko, co jest mniejsze od butelki po coca-coli. To znaczy pan lubił korzystać z wszystkich dróg niewolnicy, a systematyczne rozpychanie jej odbytu sprawiało mu szczególną frajdę. Mówię tu o naprawdę bolesnych eksperymentach…
To, co zrobił Marcie, rozdziewiczając jej tyłek z wyjątkowym okrucieństwem, przeraziło nawet Dominikę. Nieprzygotowana, świeża pupka jest w stanie bezboleśnie przyjąć palec, ale nie dwa. Dobrze natłuszczone pupsko otworzy zwieracz na męski członek lub jego odpowiednik (2-4 cm średnicy). Każdy, kto kiedykolwiek poddał się penetracji analnej, pamięta ten niemożliwy do pomylenia z żadnym innym ból sforsowanych zwieraczy, gdy pierścień mięśni zostaje pokonany i (zawsze!) niespodziewanie nawleczony na ciało intruza. Ból, ogarniający podbrzusze aż do pępka, promieniejący z anusa na całe niemal lędźwie, odczuwalny i w szyi i stopach, stopniowo maleje i powoli zamienia w dyskomfort.
Mięsnie niegotowe, zapieczone, wypełnione przedmiotem do granicy rozdarcia, nie rozpuszczają bólu. Znane są przypadki narwania odbytnicy podczas nierozważnych zabaw. R. chciał spowodować ból ekstremalny, i dopiął swego.
Dupa Marty pulsowała uparcie, kiedy R. okładał jej stopy. Systematycznie zaznajamiał ją z bólem chłostanej podeszwy, błyskawicznie świdrującym cały rdzeń kręgowy. Niewinne, dyskretne stopy, robiły z ciałem brudne czary-mary, a uderzający kijek świdrował wprost w uszach.
„Stopy mają bezpośrednie, szybkie łącze nerwowe z mózgiem. To dlatego będzie ci się wydawało, że umierasz. Upokorzyłaś mnie przed moim światem, i czerpałaś z tego radość. Teraz poczuj, jak przeraźliwie żałujesz swoich wyborów. Jak oddałabyś wszystko, aby cofnąć czas i nie spotkać mnie na swojej drodze… Piękna stópko, żryj to!”
PLASK!
„Dominika, ona ma to poczuć i zapamiętać!”
I poczuła.
(Tą część kary odebrała Marta na gołe stopy, unieruchomione na krawędzi stołu, wyprężone pod kontem prostym w stosunku do spoczywającej na blacie (na złożonym kocu) łydki, unieruchomione za pomocą sznurków przywiązanych do nasady palucha i małego paluszka, poprowadzonych do przetyczek w nogach mebla. Dodatkowo sznury obwiązywały nogi Marty w kostkach i kolanach, przy czym dziewczyna spoczywała w pozycji tzw. kolanowo-łokciowej, z wysoko uniesioną pupą zakorkowaną szerokim butt-plugiem, i zasmarkaną twarzą wbitą w niewielką poduszkę. W jej łonie nie tkwił już penis, ale jad jalapeno osłabł tylko troszeczkę. Na każdym ze sutków zapięto jej mocny biurowy zacisk, miażdżący niedelikatnie to, co delikatne. Dziewczyna wyła z bólu, zdzierając sobie gardło pod kneblem. To, co dobywało się z jej wnętrza po każdym kontakcie rozpędzonego kija z podeszwą, można było określić słowami: wizg, protest i furia, a każdy skurcz ciała pogarszał sytuację ściśniętych cycuszków.)

[6]

„Dobra chłosta stóp przyda się nawet najgrzeczniejszym dzieciom,” R. wodził palcem po gładkiej skórze ofiary, od koniuszków palców, po obitą piętę. „Prędzej czy później przydarza się nawet najgrzeczniejszym dziewczynom…”
Już jej nie bili, ale nadal ryczała. Mówi się, że chłosta nie zostawia śladów na podeszwach. Jest to oczywista nieprawda. Chodzi o to, jak silna była chłosta.
„Niechętnie to przyznaję, ale zniosłaś to lepiej niż moja Dominika. Unieś się, zdejmę klamry z sutów, są tak mocne, że nie powinnaś ich mieć tak długo.” Zawahał się i zamiast ściągnąć zacisk, tylko szarpnął za klamrę na lewej piersi dziewczyny. „Sutki jeszcze poczekają…”
„EEEEEEEEEEEEEEEIIIEEEEIIIIIII!”
Widząc jaki odzew w ciele Marti wywiera manipulacja przy przyszczypanych sutkach, nie mógł omówić sobie pomerdania biurowymi zaciskami. Utwierdził się w poczuciu, że dziewczyna była doprawdy świetnie związana.
Dominika patrzyła na podeszwy Marty i nie dziwiła się, że dziewczyna spazmuje. Ona sama nienawidziła, kiedy pan robił cokolwiek z jej podeszwami. Pan to wiedział, i tym samym miał w ręku potężny instrument kary. Zwłaszcza jedna tortura, nie tak bolesna jak regularne lanie rózgą albo kablem po równo związanych stópkach, ale nie, tak samo, bolesna i uciążliwa, odbierająca zmysły, tortura tysiąca użądleń… Polega na monotonnym uderzaniu w to samo (dokładnie) miejsce ciała, niekoniecznie silnym, ale szybkim, powtarzalnym… aż do całkowitego złamania ofiary. Ten sam, nakładający się na siebie impuls bólu, zapętlony na tym samym łuku nerwowym, bezlitośnie i nieodwołalnie kończy się kwikiem zarzynanego prosiaka. Pan urządzał jej czasem torturę tysiąca użądleń za pomocą mocnej gumki nałożonej na stopę, którą odciagał i zwalniał, by raz po raz wściekle raniła ten sam paseczek śródstopia.
„Najgorzej będzie, kiedy zdejmę klamry. Ale po kolei.”
(W tym momencie Marta była już po takich torturach:
1) do pochwy wsadzono jej penisa i pokaźnie napompowano;
2) natarto jej cipkę ostrą pastą jalapeno i przypięto klamerkę do podrażnionej łechtaczki;
3) zanim na końcówkach sutków znalazły się mocne spinacze biurowe z czarnej blachy, kiedy leżała jeszcze rozkrzyżowana na plecach, a pasta paprykowa miotała biodrami, piersi Marty zostały pokreseczkowane śladami po strzałach z gumki recepturki. R. robił to silną, 2-3-milimetrową gumą, rozciągniętą między kciukiem a palcem wskazującym, którą napinał i nagle zwalniał, rozkoszując się niezwykłą siłą z jaką guma strzela w aksamitną skórę. Miejsce po gumce znaczyła kilkucentymetrowa, bolesna kreseczka, a kreseczki już wkrótce utworzyły misterną siateczkę, skoncentrowaną wokół cieplutkich, młodzieńczych suteczków;
4) wyjęto z niej pompowanego penisa i odpięto klamerkę (AAUU!), a rozpaloną sosem cipę, na polecenie R., systematycznie, do wysikania, przemiętoliła i rozmasowała fachowymi dłońmi szczupła i naga Dominika;
5) na sutek zapięto jej blaszane klamry, na koniuszkach, tak by miażdżyły samą kuleczkę;
6) została odwrócona do pozycji kolanowo-łokciowej, na kocu, dobrze związana, złamana analnie ogromnym, nażelowanym butt-plugiem („Dotknięty anus uważa się za sprzedany,” kpił R.) i poddana okrutnemu bastinado;
7) i wreszcie odwiązana od stołu i, nadal z wypełnionym odbytem, brutalnie obdarta z zacisków. R. zrobił to sam, nagle, i kiedy minęła pierwsza erupcja bólu, i krew zaczęła powracać do miażdżonej tkanki, złapał każdy z sutków i gniotąc i rolując w zaciśniętych palcach, wycisnął z nich tyle jeszcze tyle cierpienia ile było to w tej sytuacji możliwe. W końcu na pokreskowanych od gumki sutkach pojawiła się błyszcząca maź, można więc powiedzieć, że R. wycisnął z biustu Marty ból do ostatniej kropli. Patrzył jej przy tym w oczy napuchnięte od płaczu i znajdował satysfakcję w myśli, jak musi być trudno ustać na tak zmasakrowanych podeszwach.
8) po tym wszystkim kazał jej wypiąć tyłek i powoli wyciągnął korek z naciągniętego zwieracza, który wyszedł z pokaźną ilością śluzu, jakiejś mazi, nitek krwi i brudu, utaplany lubrykantem. R. wyraźnie widział włoski okalające dziewczęcy anus, i wnętrze kiszki stolcowej wywrócone na lewą stronę, napuchnięte i różowe. Zwieracz nie wracał do pierwotnego kształtu pomarszczonego punkcika, pulsował otwarty, złamany torturą. R. wsadził Marcie wszystko do środka i pomasował pierścień napuchniętych mięśni. Obserwował siatkę pokaźnych naczyń krwionośnych. „Uważaj – powiedział – robią ci się hemoroidy” i nie wiadomo dlaczego wybuchnął śmiechem.
Dominika stała na baczność w chłodnej salce, marzła od podmuchów zimna, bez maski, stanika, majtek, ubrana tylko w pas i kozaki, w milczeniu podziwiała to, co pan robi swej dziewczynie, mogąc po raz pierwszy obserwować to, czego doświadcza od trzech lat w roli ofiary.
Wiedziała jedno: ta mała siksa musiała naprawdę zaleźć za skórę sponsorowi, pastwił się bowiem nad nią się tak, jak jeszcze nigdy nad Dominiką.
Właśnie dochodziła północ…

[7]

Rozłożona równiutko na polowym łóżku przedstawiała pyszny widok… Leżała na brzuchu, przywiązana za ręce i nogi, wyciągnięta jak struna, prezentując krzywizny młodziutkiego ciała i piękną, jędrną pupę. Błyszcząca skóra w kolorze ochry nosiła ślady ostatnich przeżyć, i równo obciągając skrępowane stopy prezentowała pulsujące bólem, pokreskowane podeszwy… Marta czekała na karę chłosty.
Podniósłszy głowę mogła obserwować zestaw narzędzi. Na niskim stoliku leżały: skórzany szeroki pasek od jej własnych spodni, podłużna lakierowana deseczka z uchwytem, przypominająca kuchenną, lecz jak na kuchenną dużo za dobrze wykonana, ciężki krótki (30 cm) palcat upleciony z grubych rzemieni, zwężający się ku końcowi, o oplecionej skórą rączce, dwie długie rózgi – jasny elastyczny pręt o wyglądzie masztu od namiotu i metrowy bambusowy kijek – które były już w użytku na jej stopach, oraz wzbudzający przykre myśli niedobrze wyglądający przyrząd wykonany ze zwiniętego na dwoje, uformowanego w krótką pętlę kabla, zatopionego w ręcznie skonstruowanej rączce…
R. przygotował też wiadro wody z którego zwisała biała szmata. Część lania miała się odbyć na mokro, „kiedy skóra jest szczególnie chwytliwa, dupka robi się lepka, kiedy razy się kleją.”
Marta nie miała teraz knebla. R. spuścił powietrze i wyjął narzędzie z obolałych ust. „Nie przywykłaś do knebla, będą cię boleć stawy rzuchwowe. Zamykaj usta powoli… powoli…” Świeży oddech przyniósł ulgę ustom Marty, rozwartych i napełnionych od kilku długich godzin. Szczęki rzeczywiście bolały i jakoś nie chciały się składać. Po chwili przeszło…
„Nie wytrzymam…”, wyszeptała.
„Wytrzymasz, bo musisz wytrzymać. Nie pytam zresztą.”
„Tak strasznie potwornie mnie boli… Nigdy mnie tak nie bolało…”
„Wiem doskonale, pannico. Ale ból jest dla ciebie dobry. Pokonasz niejedną granicę.”
„Nie chcę więcej, ja błagam…”
„Potraktuj to jako lekcję, trudną zadaną lekcję, którą przetrwasz a łzy wyschną…”
„Ale…”
„…Ale zaciśniesz zęby na kneblu i przetrwasz, bo wiesz, że będziesz po tym lepsza…”
„Ale… Błagam! Wystarczy!”
Nagłym ruchem wsadził jej palce do pochwy, podciągając jednocześnie rękę do góry, tak, że prawie zawisła mu na dłoni… Zaskoczona zachwiała się, wspięła na palce i wrzasnęła.
„Tracimy czas. Połóż się na brzuchu na łóżko. Skrępuję cię i dam chwilę wytchnienia. Knebel założymy jak zaczniemy chłostę.”
„Pierdol się!” syknęła a łzy wypełniły jej oczy… Stała przed R. na odbitych stopach, z rękami związanymi z tyłu w nadgarstkach i łokciach, z wyprężonymi piersiami noszącymi ślady gumek, czerwono-sinymi wokół zmęczonych brodawek… Pchnął ją na łóżko, wytarł palce o jej plecy, rozwiązał ręce i rozciągnął na materacu.
Dominika stała na baczność pod ścianą, coraz bardziej zmęczona, senna i zmarznięta… Myślała o tym, czy chwila wytchnienia dla dziewczyny oznacza, iż pan chce skorzystać z którejś z jej zawsze gotowych dziurek.

[8]

R. opuścił spodnie i usiadł na fotelu. Marta obserwowała wszystko kątem oka. Dominika podeszła do niego, uklękła i zanurzyła twarz w jego kroczu, prawdopodobnie biorąc członka R. do ust. Marta zdołała tylko dostrzec, że członek R. sterczał i był nieowłosiony. Na ciele szczupłej niewolnicy również nie sposób dostrzec było ani włoska, a oczom Marty prezentował się właśnie widok jej wypiętych narządów rodnych i duży, otwarty odbyt. Widziała też pokryte starszymi i całkiem świeżymi sińcami, wielokrotnie chłostane pośladki. Kobieta energicznie ssała penis swojego pana, a jej ręce błądziły pod jego koszulką i pieściły sutki.
Po chwili niewolnica wstała, odwróciła się tyłkiem do twarzy sponsora, napluła sobie na palce, i zagłębiła je z tyłu. Marta domyślała się, że nawilża sobie odbyt, i istotnie, Dominika zgrabnym ruchem przykucnęła, naprowadziła ręką penisa na dziurkę, i zaczęła go ujeżdżać. Na smukłych nogach zagrały mięśnie, sprężone uda pompowały jej biodrami w górę i w dół na kilka niedostrzegalnych centymetrów. Wszystko to trwało króciutko, pan klepnął ją po tyłku, coś warknął, Dominika zerwała się, odwróciła ze stukiem obcasów, przyklękła i nadstawiła twarz na wytrysk spermy, która częściowo strzeliła jej w usta, a trochę na policzek, w zamknięte oko i na łysą czaszkę.
Potem Dominika obtarła palcami spermę, wkładając ją sobie do ust. Dominika miała przykazane połykać całe nasienie pana. Do teraz nie zdołała tego polubić i nie przywykła do jego smaku. Było jej niesamowicie wstyd przed tą młodą, patrzącą na wszystko dziewczyną o uszkodzonym odbycie i wychłostanych stopach.
Pan ubrał spodnie i poszedł do toalety… Dziewczyny na chwilę zostały same.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *